czwartek, 2 października 2014

Black Dog, Levi Pinfold

Książka Leviego Pinfolda zachwyciła mnie pod każdym względem: cudowne ilustracje, ale i niebanalna historia. Nie jestem w tym odczuciu odosobniona, Black Dog, jego drugie autorskie dzieło (debiutował inspirowanym muzyką picturebookiem The Django) doczekało się wielu wyróżnień, wśród których jest i prestiżowa nagroda dla ilustratora książek dziecięcych - Kate Greenway Medal.

Black Dog
Levi Pinfold
Templar Publishing 2011
Pewnego ranka przed domem Państwa Hope pojawia się wielki, czarny pies. Panika wśród mieszkańców narasta, a wraz z nią rośnie groźny intruz. I tylko mała dziewczynka znajdzie w sobie odwagę, żeby stawić mu czoła. Wyruszy w podróż, a za nią podąży tajemniczy pies, z każdą stroną powracający do normalnych rozmiarów. Black Dog to alegoryczna opowieść o tym, czym jest strach i jak potrafi zniekształcić rzeczywistość. Ale również o tym, jak przezwyciężyć swoje lęki, o potrzebie konfrontacji. 

 
Obrazy chwilami przywodzą na myśl mojego ulubionego artystę Shauna Tana. Plac zabaw, przez który wędrują Mała i pies, sprawia wrażenie przeniesionego prosto z pełnego fantastycznych stworzeń i rzeczy, świata znanego z "The Lost Thing" czy "Przybysza". Zachowują jednak przy tym pewien staroświecki urok. Paleta barw podkreśla kontrast między ciepłym, bezpiecznym i przytulnym wnętrzem, a zimowym, utrzymanym w gotyckiej stylistyce krajobrazem, gdzie czai się nieznane.

 
Ilustracje obfitują w szczegóły, pamiętając ile radości czerpał odkrywając je jako dziecko, Levi Pinfold co rusz zaskakuje odbiorcę. Zieloną ośmiornicą, sowami i całą masą dziwnych figurek, przedmiotów. Odkrycie ich wszystkich wymagało ode mnie kilku podejść, ale to jedna z tych książek, do których wciąż ma się ochotę wracać. Każda plansza powstawała na przestrzeni kilku tygodni, efekt końcowy olśniewa. Uzupełniają je wzorowane na starych fotografiach, miniatury w sepii – obrazkowe didaskalia.

 
I na sam koniec, taka osobista impresja. Black Dog Pinfolda przypomniał mi innego czarnego psa, znanego doskonale z książek i ilustracji Mathew Johnstone'a (Mój Czarny Pies Depresja; Życie Pod Psem, Który Wabi Się Depresja), który pokazał czym jest depresja i jak z nią walczyć. Szczególnie jedno zdanie z animacji powstałej z okazji Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego, utkwiło mi w pamięci: Nauczyłem się, że zamiast uciekać przed problemami, powinno się z nimi zmierzyć. W tym kontekście imię głównej bohaterki – Small Hope – nabiera zupełnie nowego wymiaru. 

 


środa, 10 września 2014

The Great Paper Caper, Oliver Jeffers

Olivera Jeffersa miłośnikom picturebooków specjalnie przedstawiać nie trzeba. Ten urodzony w Australii, dorastający w Irlandii Północnej, a obecnie mieszkający w Nowym Jorku artysta, debiutował dziesięć lat temu książką How to catch a star. Od tego czasu, wielokrotnie nagradzany (m.in. Nestlé Children's Book Prize Gold Award, Irish Book Awards), tłumaczony na około trzydzieści języków, zyskał sympatyków na całym świecie, również w Polsce. Nakładem nieistniejącego już niestety Wydawnictwa mam, ukazały się Serce w butelce i chyba najpopularniejsza pozycja w jego dorobku, Chłopiec i pingwin (oryginalny tytuł Lost and Found), na podstawie której zrealizowano krótkometrażowy film animowany.

The Great Paper Caper
Oliver Jeffers
HarperCollins Children's Book, 2009

Obdarzony specyficznym poczuciem humoru, doskonale rozumiejąc subtelny związek między słowami i obrazami, Jeffers tworzy książki skierowane do szerokiego grona odbiorców, zyskując fanów zarówno wśród dzieci, jak i dorosłych. Nie inaczej jest w przypadku The Great Paper Caper, historii o lekkim zabarwieniu kryminalnym, z mocno zarysowanym przesłaniem ekologicznym. Dowiemy się zatem kto odpowiada za znikające gałąź po gałęzi drzewa, skąd w lesie papierowe samoloty i co ma z tym wszystkim wspólnego tajemniczy miś widywany z siekierą. Sporo w niej poważnych tematów, bo i funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości i ochrona środowiska. Całość nie razi jednak nachalnym dydaktyzmem, stanowić za to może doskonały przyczynek do warsztatów. Duża w tym zasługa autora, który co rusz puszcza do czytelnika oko. Uważny obserwator wychwyci odniesienia do poprzednich książek - tym mniej uważnym proponuję na początek sprawdzić alibi jelenia.



Atutem książek Jeffersa są ilustracje. Pozornie proste, wręcz schematyczne zawierają w istocie wiele detali i trzeba się trochę pogimnastykować, żeby je odkryć. Paleta barw zmienia się pięknie wraz ze zmieniającymi się porami roku. Dla nieznających dokonań Irlandczyka, pewnym zaskoczeniem mogą natomiast być patykowate nogi i oczy, a w zasadzie kropki, którymi obdarzeni zostają wszyscy bez wyjątku bohaterowie. To już znak rozpoznawczy jego stylu.


Książka została wydrukowana została na papierze z surowców odnawialnych, co współgra z jej wymiarem edukacyjnym.

wtorek, 26 sierpnia 2014

At the same moment, around the world, Clotilde Perrin


O świcie w Senegalu Keita budzi się aby pomóc tacie policzyć ryby z nocnego połowu. W tym samym czasie w Paryżu Benedykt pije gorącą czekoladę przed wyjściem do szkoły, w Himalajach Lilu z mamą je drugie śniadanie, a Allen i Kiana cieszą się ostatnimi promieniami zachodzącego na Hawajach słońca…


At the same moment, around the world

Clotilde Perrin

Chronicle Books, San Francisco 2014

Clotilde Perrin zabiera nas w podróż dookoła świata, na wschód od południka Greenwich, przez kolejne strefy czasowe. 24 lokalizacje i 24 sceny z życia dzieci w różnych zakątkach globu. Cudownie prosty pomysł, wzbogacony pięknymi ilustracjami Francuzki. Jej obrazy pełne są opowieści, skarbów które odkrywamy stopniowo. To książka angażująca mnóstwem szczegółów kulturowych, przyrodniczych i geograficznych. Szczegółów, które mogą stać się przyczynkiem do snucia kolejnych historii. O Sadako i tysiącu papierowych żurawi, tybetańskich mnichach, a może o Samarkandzie i Jedwabnym Szlaku.



At the same moment... wyróżnia nietypowy format, długa i wąska, pierwotnie została zaprojektowana na wzór harmonijki - niestety amerykański wydawca zrezygnował z tego oryginalnego rozwiązania. A szkoda, bo kolejne strony są wizualnie połączone, obrazy przechodzą jeden w drugi. Rozkładając ją w dowolnym miejscu można wędrować razem z bohaterami, śledząc jednocześnie jak dzień zamienia się w noc. Francuska wersja nie posiada za to wspaniałego dodatku, który nieodmiennie ekscytuje czytelników młodszych i starszych - na końcu czeka na nas niespodzianka w postaci mapy. I krótkie wyjaśnienie czym jest czas uniwersalny i co ma z tym wszystkim wspólnego Sir Sandford Fleming.


Dla mnie to nie tylko poetycka opowieść o czasie, jego upływie, ale przede wszystkim o pięknie różnorodności. Choć przywykliśmy za centrum świata uważać nasze miejsce na ziemi, to kiedy piszę te słowa, ktoś gdzieś się rodzi, ktoś przygotowuje obiad, a ktoś inny zachwyca się zorzą polarną.